Ja oczywiście biegłam za nim, krzycząc i wołając go, ale na darmo. Pierwszy raz Chaps miał tak silną wolę ucieczki, że nawet gdy na niego krzyczałam nie zatrzymał się. Przecież gdyby nie zapaliło się czerwone dla samochodów, na pewno jakiś by go przejechał!!!! Nie wiem co w niego wstąpiło. Wcześniej nie zwiewał tak szybko nie patrząc wokół siebie.
Później oczywiście bawił się z tym wielkim czarnym psem, przez którego tak uciekał i z innymi psami, które tam przyszły, więc naprawdę nie wiem co go aż tak przestraszyło.
Zdjęcia, które wstawię są już z prezentacji rzeczy, które kupiłyśmy w sklepie zoologicznym, bo niestety nie mam zdj z ucieczki Chapsa. Trudno byłoby mi robić zdjęcia i na dodatek gonić go po ulicy....... :D
Tu zbliżenie na rzeczy kupione na wagę, w tym Chapsiowe ucho świnki do gryzienia.......mmmm pycha
Aż ślinka cieknie na samą myśl o zjedzeniu takich pyszności........... :)
Chapś z uchem świnki........którego zaraz nie będzie :D
A tu zdj już z konsumpcji tego pożywnego uszka :) Dość szybko zostało zjedzonego przez tego żarłoka ze zdjęcia :D
Tak Chaps pilnował pyszności po powrocie ze sklepu......
Opowiadanie i zdjęcia ze spotkania tej czarnej suni i jej zabawy z Shaggy będą później, bo dzisiaj się już wystarczająco rozpisałam :)
A tak chciałam napisać jeszcze ciekawostki z dzisiaj.........
Shaggy od rana u weta :( Będzie "gotowa" na ok. 19.00
Biedna będzie potem mogła tylko powoli chodzić, a dla niej to najgorsza kara na świecie. Chapś od rana za nią tęskni. Gdy mama i Matylda wróciły już od weterynarza, Chaps jeszcze przez dłuższy czas wypatrywał Shaggy, bo pamiętał, że rano wyjechały razem z nią. To takie słodkie, że on ciągle na nią czekał, a gdy nikt dalej się nie pojawiał w domu, wrócił taki smutny :( Na szczęście za progiem pojawiłam się ja z piłką i smakołykami i trochę mu się humor polepszył :)
Zostawiam was z tak długiem wpisem i mam nadzieję, że nie zanudziłam tym opowiadaniem :D






