niedziela, 18 maja 2014

Italy!!!!

Wszyscy blogowicze piszą, że majówkę spędzili bardzo aktywnie.......oczywiście ze swoimi psami, a ja?? A ja przez całe 12 dni nie widziałam się z moimi skarbami. Nie mówię, że mi się nie podobało tam gdzie byłam, ale najchętniej zabrałabym psy do Włoch, żeby mogły spędzić majówkę razem z nami :D Na szczęście, tak jak pisałam w poprzednim wpisie, pieski pojechały na moją działkę na wsi, więc nie było im źle ani nudno bez nas :D

Pokażę wam teraz zdjęcia z mojej przedłużonej majówki :D Było cudownie!!! Pogoda nam dopisała......pomijając jeden dzień w wodzie po kostki :P Smażing-plażing to było hasło przewodnie wyjazdu, a no i jeszcze: muszelki. Dzień w dzień zbierałam i duże i małe, ciemne i jasne, gładkie i szorstkie...... Niestety w dzień wyjazdu musiałam się pożegnać z większością i zostawić je dla innych turystów :( Moja kolekcja była naprawdę ogromna, a zawiezienie jej do Warszawy nie byłoby prostym zadaniem.... Jednego dnia wybraliśmy się do Wenecji trochę pozwiedzać :D Oczywiście tłum ludzi przewalających i obijających się o ciebie przez cały czas był nie do zniesienia, ale gdy zaczęliśmy spacerować po mniej znanych uliczkach, zrobiło się o wiele przyjemniej :D


 
 A tu już płyniemy promem do Wenecji :D Pogoda nam się bardzo udała, bo przez cały dzień świeciło słońce, ale nie było dużego upału. Mogliśmy spokojnie spacerować po słonecznych uliczkach bez przymusu wybierania tylko tych zacienionych :P



 
 
 
 


Najpiękniejszym momentem wycieczki było spotkanie suczki westa <3 Od razu pomyślałam wtedy o Chapsie. Może by się z nią nawet pobawił? :P Sunia przybiegła do nas i zaczęła się cieszyć, skakać, bawić. Była taka, jak Chaps gdy mnie zobaczy :D Zauważyłam, że jest chyba golona, a nie trymowana........pewnie dlatego, że tam jest ciągle ciepło i byłoby jej za gorąco w takiej typowej długiej sierści westa :D  Strasznie ucieszyłam się ze spotkania z nią, bo nie miałam kontaktu z żadnymi psami podczas naszego wyjazdu :(

 Wyjazd skończył się bardzo szybko. Nawet nie zauważyłam kiedy już był ostatni dzień. Powrót nie był męczący, bo pod koniec drogi spotkaliśmy się z ciocią i wujkiem i oczywiście psami i razem wróciliśmy do domu :D Radości nie było końca, do wieczora nie odpuszczały nas ani na krok :D
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz