Muszę na chwilę przerwac moją wakacyjną passę, bo mam ważną wiadomośc z przed chwili. (ale potem znowu posty ze streszczeniami wakacji)
----------------------------------------------------------------------------------
Wczoraj rano moja siostra zauważyła, że Chaps nie zjadł śniadania, na spacerze wolno chodził i bardzo mało sikał. Potem wróciłam ze szkoły i nawet się ze mną nie przywitał, tylko zamerdał ogonem leżąc na posłaniu. Wzięłam go na spacer, ale w momencie kiedy powiedziałam "idziemy na spacerek" nie wstał z posłania, co było bardzo dziwne, bo zawsze już jest przy drzwiach, piszczy i biega wokół mnie. No cóż.....pomyślałam, że może ma gorszy dzień. Gdy już wyszliśmy, strasznie wolno szedł i co najdziwniejsze.....nie obsikiwał wszystkiego co napotkał po drodze.
Później się trochę rozruszał i było nawet ok.
Dzisiaj rano było jeszcze gorzej, bo jak zeszłam na dół to nawet nie podniósł głowy. Moja siostra mówi, że jak wzięła ich na spacer, to było widać, że nie ma sprawności w tylnych nogach i ani razu się nie wysikał i nawet jak raz spróbował i podniósł nogę to stracił równowagę i się przewrócił. Wtedy mama dała mi znac i jak tylko wróciłam ze szkoły, to pojechałam z nim i siostrą do weta.
Opowiedziałyśmy pani wszystko od początku i od razu przeszła do działania. Zgoliła łapkę, wkuła wenflon, pobrała krew i podczepiła go pod kroplówkę. Siedziałyśmy około 4godziny. Podczas tego nic nie robienia jakieś 3 razy byliśmy na 5 min spacerku w nadziei na siku, ale nic z tego.....
Chaps wytrwale trzymał ten cały płyn w sobie i nie chciał się go pozbyć. Dostał antybiotyk, miał robione USG i wyszło, że ma powiększoną śledzionę. Jak się okazało Chaps choruje na babeszjozę i tak oto uniknął jutrzejszej wizyty u pani fryzjerki i wyjazdu na działkę na weekend. Przez kolejne dni będziemy chodzic na kroplówki.
Na szczęście szybko zareagowaliśmy, bo jeszcze nie miał gorączki, czyli choroba nie jest jeszcze zaawansowana :D Mam nadzieję, że Chapś szybko wyzdrowieje, bo ciężko tak patrzeć na takiego smutasa :(
Zdjęcia robione telefonem, więc jakośc nie powala :P
Tutaj już podłączony do kroplówki, chwilę później już spał na kocyku :D
A tu już w domciu....z różowym bandażem w pieski :D
Jutro znowu zawitamy u weterynarza :0



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz